Image Map
Teraz jest Śr sie 05, 2020 3:09 pm

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: N sie 09, 2009 3:16 am 
Poprawka - nie Zdzislaw, a zibi2907 - to jest trzeci nick Mewy. :)


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N sie 09, 2009 9:25 am 
WALLABY - czasem cos napisze

Dołączył(a): Cz maja 03, 2007 8:53 pm
Posty: 39
Lokalizacja: Polska
Nicki nickami.Tak jak ty sie pomyliłes z tym" Zdzisławem"ja nie zauważyłam ,ze sie zalogowałam na nicku męża.Czysty przypadek.Podpisuje sie pod nimi Mewa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 10, 2009 2:17 pm 
Taka jeszcze dygresja...

Narzekasz Mewa, ze nie ma pracy. Moj znajomy jakis czas temu zamiescil na australink i grono (oba fora o Australii) ogloszenie, ze u niego w pracy poszukuja ludzi. I tak wlasnie dzis zeszlismy na ten temat i mowi, ze w sumie skontaktowala sie wtedy z nim jedna osoba i to sie okazalo, ze w sumie to przez pomylke. No to jak - pracy nie ma, ale jak trzeba kogos do pracy, to jakos sie nie garna... Wola narzekac, ze pracy nie ma albo moze tez po prostu wszyscy prace maja. Praca byla w Sydney przy sieciach informatycznych.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 11, 2009 1:04 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
No moze dla jednych jest praca, a dla innych nie ma. Ja zreszta nie wiem co Mewa porownuje, tj mozliwosci pracy gdzie i dla kogo. Jak jest kryzys, to nie ma pracy i tu, i w UK, i w USA, i w Polsce. Sam Konrad (ktory jest jedyna wyrocznia prawdy wedlug Mewy) przyznaje, ze do UK teraz nie jedzie, bo nie byloby tam dla niego pracy :mrgreen:.

PS. Ja tam na brak pracy nie narzekam ;-). Dokladnie trzy miesiace temu moja firma (finanse) zwolnila ludzi, w tym mnie. Ale po trzech tygodniach mialam dwie nastepne oferty pracy. W jednej zaczelam pracowac, ale mi sie nie spodobalo i zrezygnowalam po dwoch tygodniach. I poszlam do tej drugiej :wink:.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Wt sie 11, 2009 11:13 pm 
Cytuj:
Ja zreszta nie wiem co Mewa porownuje, tj mozliwosci pracy gdzie i dla kogo.


Hmmm zapewne mozliwosci pracy dla Mewy, u kogokolwiek, kto chce jej zaplacic dostatecznie dobrze, zeby byla zadowolona. A ze Mewa z Polski, bez lokalnego doswiadczenia i do tego szuka pracy w restauracjach poprzez wysylanie Resume e-mailem oraz do takich sklepow, gdzie wymagane jest minimum 2 lata doswiadczenia retail, ktorego ona nie posiada, to nic dziwnego, ze nie dostaje.

Kryzys kryzysem, a firma, gdzie ja pracuje, pobija kolejny swoj rekord sprzedazy i zatrudnia kolejnych ludzi.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Śr sie 12, 2009 7:23 pm 
WALLABY - czasem cos napisze

Dołączył(a): Cz maja 03, 2007 8:53 pm
Posty: 39
Lokalizacja: Polska
No tak do sprzatanie i zmywania naczyn ,prostych prac trzeba miec lokalne doświadczenie ze względu na to,że są to wyjatkowo skomplikowane ,wymagające specjalnej uwagi prace.Trudno miec lokalne doświadczenie jak sie z Polski przyjedza.Poza tym wzdłuz i wszerz całego miasta roznosiłam papierowe resume napisane zgodnie z Australijskimi zwyczajami ,no ale przy tak "super" rozwinietym Australijskim rynku pracy nikt sie nie odezwał.Wymagań finansowych nie miałam żadnych poza tym,żeby mi za prace płacili a nie poczestowali Australijskim specjałem ,tzw."wolontariatem"2 lata doświadczenia w sklepach ? tylko tyle wymagaja? to niespodzianka?czy ktos moze wie ile lat doswiadczenia trzeba miec żeby sprzatac? Naturalnie domniemywam że w Australi lokalne doświadczenie oznacza ,ze zdobyte doświadczenie w Victorii nie bedzie uznanwane w Queensland tak jak to sie ma z wszelakiego rodzaju licencjami.Ależ oryginalny jest ten rynek pracy w Australii promujacy zasade "wyciagnac od potencjalneo pracownika
ile sie da poprzez :wolontariaty i kosztowne licencje .Ciekawe,ze zaden
z normalnych ,rozwinietych krajów nie stosuje takich utrudnien w podjeciu lub zmianie pracy.Mewa.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 14, 2009 12:51 am 
Mewa...

Pozwol ze zgadne. Jestes polskim magistrem (masz typowe dla polskich magistrow wpisy - wszystko krytykuja i wszystko wiedza lepiej oraz nijak nie umieja sie dopasowac do tutejszej rzeczywistosci). Pokazujesz to na Resume. Nic wiec dziwnego, ze do prostych prac nie chca cie przyjac, bo jestes przede wszystkim przekwalifikowana (tzn. overqualified), a po drugie, nie masz w tym doswiadczenia. Do sprzatania chca bodajze 6 - 12 miesiecy doswiadczenia, ale to pewnie zalezy od firmy.

Jesli chcesz miec wieksze szanse, to usun tego magistra ze swojego Resume. Zrob krotkie jednostronowe Resume bez twojego magistra.

Czemu natomiast nie sprobujesz pracy typu data entry/telemarketing/admin/reception/promotional work/inventory clerk? Albo czemu nie sprobujesz zdobyc traineeship w aged care/childcare? Skoro widzisz, ze w jednym zawodzie pracy nie dostajesz, sprobuj w innym. Jakbys mieszkala w Sydney, wyslalbym ci numer telefonu do takiej agencji, w ktorej pracuje sie jako pomoc dla starszych ludzi i w przeszlosci brali bez doswiadczenia.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 14, 2009 1:30 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
mewa1 napisał(a):
Ciekawe,ze zaden z normalnych ,rozwinietych krajów nie stosuje takich utrudnien w podjeciu lub zmianie pracy.Mewa.

W UK do sprzatania chciali doswiadcznie w sprzatniu w biurze, do czyszczenia sztuccow chciecli udokumentowane doswiadczenie w "silver service". W knajpach pytali sie czy pracowlaa jako kelnerka. No, ale moze UK nie jest normalnym, rozwinietym krajem :? .


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 14, 2009 2:42 am 
No... w Polsce znajoma mojej mamy poszla ubiegac sie o prace sprzataczki w firmie to spytali jej czy umie mowic po angielsku i czy ma tytul magistra. Ona sie pyta po co, a oni jej, ze przeciez tam dzieja sie tam wazne rzeczy, ze niektore komputery musza zostac wlaczone i jesli cos nacisnie podczas sprzatania i pojawi sie jakis komunikat po angielsku to ona musi to rozumiec i poradzic sobie z sytuacja. Tytul magistra mial miec cos wspolnego ze znajomoscia komputerow. Jak widac kazdy ma jakies swoje zboczenia, ale wydaje mi sie, ze doswiadczenie w sprzatanie jest bardziej odpowiednie do pracy przy sprzataniu niz znajomosc angielskiego i komputerow. :lol:


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 14, 2009 10:24 am 
KOALA - sprawdza czy mu smakuje

Dołączył(a): Pn sie 21, 2006 3:20 pm
Posty: 9
Lokalizacja: Sydney
Jasiek napisał(a):
Mewa...

Pozwol ze zgadne. Jestes polskim magistrem (masz typowe dla polskich magistrow wpisy - wszystko krytykuja i wszystko wiedza lepiej oraz nijak nie umieja sie dopasowac do tutejszej rzeczywistosci).


Jasiu jak Cię proszę - przestań generalizowac bo czytanie Twoich postów zaczyna byc nużące. Oprócz ludzi, którzy regularnie się tu udzielają jest cała masa osób, które tylko czytają to forum.
Pozwól czasem ludziom ponarzekac - do tego też mają prawo.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pt sie 14, 2009 11:08 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Cz gru 18, 2003 11:55 am
Posty: 223
Lokalizacja: Okolice Wawy
Jak szukałem pracy w Irlandii, miałem słabą znajomość angielskiego i pomimo posiadanego mgr inż. zacząłem szukać od prac nie wymagajacych kwalifikacji. wysłałem kilkadziesiąt CV i pierwsza rozmowa była w restauracji w sądzie na stanowisko pomocy kuchennej (czyli do zmywania garów;-) ) bardzo miła szefowa powiedziała że nie mam referencji i że tu jest taki zwyczaj że należy podać osoby które mogą poświadczyć o tobie coś, nie koniecznie że umiesz zmywać gary ale że jesteś odpowiedzialnym pracownikiem że można na tobie polegać. Następne CV które pisałem posiadały telefony czterech osób z PL które znały angielski i które zgodziły się być referentami. I tu zdarzył się "cud" na 5 wysłanych następnych CV zosytałem zaproszony na rozmowę do 3 pracodawców i zacząłem pracę jako Counter Assistant w restauracji przy stacji benzynowej gdzie zostałem przeszkolony z obsługi kasy fiskalnej, robienia kanapek oraz innych potraw na ciepło w tym bardzo ważne robienie kawy co wbrew pozorom nie jest proste jak drut;-) ).
Więc wystarczyło spełnić jeden z wymogów który być może z punktu widzenia Polaka jest dziwny bo najczęściej w PL szef dla odchodzącej osoby do innej firmy nie chce dać dobrej opinii a wręcz traktuje się kogoś takiego jak wroga (jak on śmiał przejść do innej firmy na wyższe stanowisko czy za lepsze warunki pracy). Niestety większość szefów w Pl zachowywała się poniżej krytyki np. awansując w strukturach firmy dostałem stanowisko w innym mieście równorzędne do stanowiska mego szefa z którym do tego momentu bardzo dobrze mi się pracowało, jak się o tym dowiedział to zamiast się ucieszyć że jego podwładni awansują to pomimo że byliśmy po imieniu zaczął się zwracać do mnie po nazwisku a od kolegów się dowiedziałem że robił aluzje że to nowe stanowisko załatwiłem za "koniak" , po prostu przykre :-(.

Mewa może warto przejrzeć co masz w CV i je przeredagować tak żeby zaciekawić potencjalnego pracodawcę?? Może Jasiek ma rację że jesteś przekwalifikowana czy coś podobnego? Czy zatrudniłabyś osobę która w CV napisze że jest specjalistą od dajmy na to elektrowni atomowych na stanowisko sprzedacy misi pluszowych?? ;-)

A w PL jak żona szukała ostatnio pracy to zastanawiała się dlaczego na pewne stanowiska wymagane jest wykształcenie wyższe jak np recepcjonistka, obsługa klienta itp.

W jednej z firm w której pracowałem było 6 dziewczyn w obsłudze klienta w tym 5 było mgr od pedagogiki, psychologii, europeistyki, biotechnologii, ekonomii a jedna po 2 letnim ekonomicznym studium pomaturalnym i tylko ona była zadowolona z pracy bo nie miała poczucia że wykonuje pracę poniżej kwalifikacji, pozostałe od czasu do czasu miały momenty niezadowolenia że są od odbierania telefonów, zbierania zamówień i przesyłania ich dalej do realizacji - praca nie wymagająca szczególnej wiedzy po prostu łopatologiczna ale firma dobrze płaciła więc nie szukały innej pracy w kierunkach zgodnych z wykształceniem tylko narzekały. Zastanawiałem się po co zatrudniać kogos kto jest niezadowolony z pracy? gdyby firma zatrudniła osoby ze średnim wykształceniem, których nie brakuje na rynku pracy, miałaby na pewno bardziej zadowolonego pracownika niż z kolejnego mgr. a to skutkowało by lepszą wg mnie pracą.

Pozdr
Andrzej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So sie 15, 2009 3:14 am 
KOALA - sprawdza czy mu smakuje

Dołączył(a): Pt maja 29, 2009 4:43 am
Posty: 4
To bedzie taki dlugi rant, ktory spodziewam sie, wywola wiele kontorwersji, ale nazbieralo mi sie po prawie 2 latach pobytu tutaj, odpisac co nieco

Do tej pory zastanawialem sie dlaczego Jasiek i KzK tak wychwalaja Australie, po takich wypisach to coraz bardziej upeewnialem sie ze nic chyba w zyciu przed przyjazdem do Australi nie mieli a tu mininimalnie lepiej cos dostali i stad taka radosc. Jak Jasiek napisal co mial w Polsce czyli byle jaka prace za 400 pln mies. to juz przekonal mnie co do domyslow. Zakladam, ze KzK tez z Rzeszowa nic tam nie mial zupelnie i stad takie przekonanie ze w raju sie znalezli.

Co do zarzutow do osoby nickiem Mewa1, ze za krotko byli w Australii zeby sie wypowiedziec to zadaje pytanie - Ile trzeba w tym kraju siedziec, zeby przekonac sie ze nie ma wiele do zaoferowania?

Pytam sie, bo uwazacie, iz 3 miesiace to za malo, ja zas jestem tu prawie 2 lata i mi Australia sie zupelnie nie podoba, wiec slysze, czemu ja nie wyjechalem natychmiast jak zuwazylem ze nie ma tu wiele do zaoferowania. To ile tak trzeba tutaj siedziec?

zaraz zaczna sie zarzuty, ze ja jestem kolejnym magistrem, nieudacznikiem, bez konkretnego zawodu i narzekam. Powiem o sobie. Mam niemieckie obywatelstwo, studia z telekomunikacji skonczylem w Niemczech, przyjechalem do Australii z ponad 12 latami doswiadczenia zawodowego w elektronice i telekomunikcji i to u swiatowych gigantow, m.in. Deutsche Telekom, T-Mobile, Siemens gdzie dochrapalem sie pozycji kierownika a w Australii ledwie dostalem prace zwyklego technika, od ciagania swiatlowodow. Tak jest. Pierwsze 3 miesiace nic nie mialem po przyjezdzie, dopiero jak zrobilem pare www za darmo nawiazalem kontakty z ludzmi i postawielm pare serwerow to mi pomogli zalatwic prace technika, no tak, ale ja technikow to mialem pod soba przed moja emigracja tutaj a jak pracuej w Oz to robilem do niedawna najgorsze co sie da, jak nie mam papierka ze jestem webmaster to na nic moje portfolio. Zero mozliwosci wybicia sie go gory, wszedzie jestem overqualified, albo czego mi brakuje - jakichs idiotycznych wymagan. w tej chwili zamykam wszystko, robie runde po Australii i Oceanii pozwiedzac, i wyjedzam stad, bo nie mam czasu byc nikim tu pare lat, zeby moze za 5 lat dostac jakas normalna prace jak tu slysze. Przywiozlem tutaj niezle kwalifikacje a robie najgorsze co sie da, chodze i poprawiam po tutejszych technikach co to pokonczyli "jedne z najlepszych na swiecie szkol". Podliczylem moje resumes, to jest ich ponad 230 + okolo 40 takich niepoliczonych, na zadne nie dostalem pracy, wszedzie mi odmawiano, obecna prace dostalem jedynie po znajomosci. W mojej dotychczasowej karierze nigdy nie doswiadczylem czego takiego, plynnie przechodzilem z pracy do pracy, bez zadnych dziesiatkow cv. W okresie przed przyjazdem do Australii, oferowano mi prace w paru miejscach na swiecie w firmach dosc znanych jak Panasonic i Motorola, i o mniejszej reputacji jak Ericsson, czy Alcatel, wiec jestem profesjonalista w swoim fachu, a w Australii odmowiono mi prace serwisanta sprzetu medycznego, sprzetu ktory byc moze ja projektowalem kiedys, bo to tez mam w swojej karierze. Zaproponowano mi jedynie raz prace jako server administrator, i to za mniej niz 50k, wymagajac rzeczy niewiarygodnych bez mozliwosci podwyzki w najblizszych latach. Na ciaganiu swiatlowodow jak subcontractor moge wyrwac prawie 2 razy tyle. Na identyczne prace gdzie placono lepiej, nigdy sie nie zalapalem, ciagle jakies odmowy.
Wiec po prawie nie osiagnelem nic wiecej, nie widze najmniejszego sensu zostac tu na dluzej, skoro gorny pulap to praca technika co to po podziemiach sie czolga ze swiatlowodami, a kiedys bylem kierownikiem projektow i technikow od tego mialem pod soba. Przyjechalem tu z zawodem z listy MODL a pracy nie moge znalezc to jakis absurd. Nie ma tu co skladac winy na kryzys, bo przyjechalem tu w 2007 i tak samo nie moglem nic znalezc. W tej chwili mam na swiecie 2 oferty, po wyslaniu 2 cv, zobaczymy jak sie uwine to bede jedna mial, a jak nie, to nie widze problemu poszukac dalej,



Jasiek napisał(a):

Cytuj:
-totalna biurokracja ( licencje zawodowe ,wynajm mieszkan ,itp)


Krowa kwestie licencji juz wyjasnil, ale widze dalej to nie trafia. To jest nic innego jak dbanie o jakosc. Dziala to przeciwko takim, ktorzy cos tam kiedys zrobili i juz chcieliby byc na rowni z tymi, ktorzy to robia regularnie. Zwlaszcza zas przeciwko emigrantom z zadaniami i kombinatorskim studencikom. Podkresla rowniez doswiadczenie i ekspertyze na rynku oraz wymaga regularnego rozwoju zawodowego. Nie wiem, jak to jasniej napisac.

Jakosc i licencje. Nie wiem gdzie to widzicie, ale jakos tu nie zauwazylem, zeby jakosc szla w parze z tak wymaganymi tutaj lokalnymi certyfikatami. Przez pare miesiecy 80% mojej pracy to bylo poprawianie po tutejszych technikach, zwlaszcza Telstry, ktorzy sa jeszcze bardzej certyfikowani niz ja a odwalaja robote aby tylko odwalic. Dlaczego po mnie juz nie poprawia nikt? Dlaczego jestem rzucany tam gdzie nikt nie umial naprawic? Przeciez nie mam australijskiej szkoly jednej z najlepszych w swiecie, jedynie technikum elektroniczne z Polski i takie sobie studia w Niemczech. Tak samo jakos nie widze jakosci w tutejszym budownictwie, gdzie kazdy majster musi miec licencje i rozne inne papiery. Mechanik samochodowy tak samo obwieszony licencjami a samochod jak mi naprawial to musialem drugi raz jechac na poprawke i patrzec sie mu na rece.

Piszesz Jasiek, ze zona Chinka znow robi za darmo, uwazasz to za normalne, ze po 2 latach Twoja zona nie ma jakiejs stalej pracy, i musi sobie nadal za darmo pracowac zeby referencje miec? Popatrz, ja mam wielu znajomych w Niemczech, Austrii i Szwajcarii, ktorzy maja zony Chinki, Wietnamki, Filipinki, Tajki, bo to ogolnie dobre zony sa, a one mowia tak sobie po niemiecku i francusku, i po roku pobytu w tych krajach jako, ze sa dosyc ambitne(lepiej od mezow) calkiem niezle zaszly, niby kucharki, kosmetyczki, ksiegowa z obcymi kwalifikacjami, a jakos nie pracowaly za darmo, tylko jak jezyka zalapaly to prace tez w zawodzie mialy, ta ksiegowa to w financials pnie sie do gory.

Poznalem tu wielu Polakow, ktorzy zachowuja sie jak brain washed people, nieustannie powtarzajac, ze lepiej jak w Australii to nie moga miec nigdzie indziej na swiecie, a dobrze jak maja fatalne mieszkanie, 15 letni samochod, prace ktora dostali po 3 latach pobytu, po wyslaniu ze 300 resumes, to tacy ludzie tylko sie osmieszaja, mowiac jak im wspaniale. Za te same pieniadze moge miec w Niemczech i Austrii daleko lepszy dom, samochod, opieke medyczna, standard zycia, pracowac krocej na towary daleko lepszej jakosci niz w Australii. Moi znajomi Niemcy, klasa srednia, zmieniali samochody na nowe co 5-6 lat, jak znam Polakow w Australii , ktorzy chwala sie jak to tu im dobrze to maja chyba cos z rozumem nie tak, bo taki opowiada "Mam, prace, mieszkanie, gdzie mi bedzie lepiej?". Tylko, ze Australia ma najgorszy housing affordability ratio, i na dom tutaj pracuje sie znacznie dluzej niz w USA i EU, a jak widze ceny samochodow to zalamka, 15-20 letni samochod kosztuje i ze 3000$, kiedy to w takich Niemczech takie auto to 10 lat temu na zlom trafialo albo Polak czy Rosjanin kupowal za pare marek i bral do siebie. Z czego to sie tak cieszyc? Tak samo z praca. Jasiek nachwalic sie nie moze jak to znalazl normalna prace cos po 2.5 roku pobytu, to wrecz kompromitacja. Jasiek, ja w trakcie studiow w Niemczech to praktyki mialem jako serwisant kserokopiarek, komputerow, alarmow, telewizorow, itp. to mialem platne za to i to niezle, nigdy nie musialem pracowac za darmo, zeby jakies referencje miec. Po studiach znalazlem prace migiem, wrecz zanim dyplom do reki dostalem. Po ponad 2 latach to ja zylem daleko lepiej niz tutaj, teraz to mam degradacje spoleczna, zyje mi sie sporo gorzej niz przed przyjazdem.
Pewnie mi tu ktos odpisze, ze zle pracy szukam, ni nie wiem czy tak zle, obeszlem agencji z plikiem resumes pisanych po australijsku, i w wiekszposc mi powiedzioano od razu ze dla elektronikow zadnej pracy nie maja, w paru zrobiono mi jakies interview ale i tak nic nie wynikoo, tak samo spod ogloszen z portali www.seek.com.au i www.careerone.com.au, jak widze ze oglasza sie agencja to pracy ona nie ma, jeszcze od konkretnych pracodawcow sa interviews mi sie zdarzaly ale skutek byl prawie zaden. Skoro moj zawod tutaj jest na liscie MODL i dodatkowe punkty za to dostalem to gdzie tu potrzbuja elektronikow?

Kombinatorstwo, to chyba jakis joke, KzK. W Australii kombinatorstwo jest i to niezle, jak i wszedzie na swiecie. Jako subcontractor mam nie zaplacone 3 zlecenia i kolejne 2 co mi sie pewnie nie uda dostac przed wyjazdem, plus kilka, gdzie musialem sie niezle uzerac o nalezne mi pieniadze. Kombinatorow co to robia w bambuko tradesmen tutaj nie brakuje. Moja praca to tez chodzenie po dachach, ile to ja razy slyszalem, ze za popekane dachowki ja bede odpowiadal finansowo, niewazne, ze to nie ja je uszkodzilem, wazne ze ja bylem na dachu, okazuje sie, ze tu kombinatorow co to by stary, cieknacy dach wymienili na nowy na cudzy koszt nie brakuje, jako ze zostalem przestrzezony, to robilem przezornie zdjecia takich dachow w peknietymi dachowkami jak cos mam tam robic, i z tego wybrnalem. Wystarczy popytac budowlancow jak im placa to wyjdzie ile zlecen nie zaplaconych, albo ciagani byli za nie swoje winy o zaplate. Nie jest to kraj pelen cwaniaczkow ale nie ma ich mniej niz gdzie indziej na swiecie.

Sorry Jasiek za ten rant, ale ze Twoich postow wynika, ze przed przyjazdem niz zupelnie nie miales, a po przyjezdzie dostales minimalnie wiecej jak nic, to jakos tak sobie wmowiles w jakim to raju mieszkasz, i uwazasz za normalne latami byc nikim, pracowanie latami za darmo, zeby miec jakies referencje, chwalenie bylejakosci majac w perspektywie ze za iles tam lat mozesz cos osiagnac, moze i tak, a moze nie, to taki totolotek. Kiedy w innych krajach mozna te same rzeczy osiagnac duzo szybciej, latwiej i przyjemnie czas spedzic.Mozesz mi nie wierzyc, ale ja po 3 latach od skonczenia studiow osiagnelem w Niemczech daleko lepszy poziom jak w Australii wielu Polakow, ktorzy nachwalic sie nie moga jak to im super sie zyje w Australii a sa tu i po 6- 8 lat i wiecej. Jezdzilem tez po wielu krajach Europy, USA, Azjii, sluzbowo i turystycznie, i majac wielu znajomych z mojej branzy to w takiej Malezji czu Dubaju zyje sie im lepiej jak mi w Australii, oni byli kierownikami i nadal sa, a ja z kierownika stalem sie zwyklym technikiem, i zadna miara wybic sie z tego nie moglem mimo wielu prob. Naprawde Australia ma przecietne mozliwosci, nie jest to zly kraj, ale tutaj nie mozna za duzo wymagac, najlepiej sie czuja emigranci ktorzy nic nie mieli, i maja minimalne wymagania od zycia. Moja porada Jasiek, pojezdzij po swiecie, dobrze jakbys mogl pomieszkac dluzej w jakims kraju, to bys zobaczyl mozliwosci kariery, awansu, podniesienia standardu zycia w daleko krotszym czasie jak w Australii i ile przeplacasz kupujac jakiekolwiek towary tutaj.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So sie 15, 2009 1:51 pm 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): N wrz 12, 2004 10:51 am
Posty: 145
Lokalizacja: Polska
Muszę przyznac trochę racji Jaśkowi. W Polsce istotnie w wielu miejscach mają małego jobla na punkcie wyższego wykształcenia. Szczególnie w różnego rodzaju urzedac i instystucjach panstwowych. Często nieważne jakie studia konczych byle były. I tak wiele urzędów czy zusów pęka w szwach od magistrów ochrony środowiska, pedagogiki, historii, językoznastwa itp. Niestety takie wymagania konioeczne sobie poustalali i nie poradzisz. Później się wszystkim w głowach przewraca... jak to mawiaja same magistry a robic nie ma komu. Pamiętam nawet taki okres jak to szał na wyższe studia był to w robocie zaczęli se wszyscy nagle per panie magistrze - panie inżynierze gadać...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: So sie 15, 2009 8:38 pm 
KOALA - sprawdza czy mu smakuje

Dołączył(a): So sie 15, 2009 7:49 pm
Posty: 1
Wiecie co tak czytam te posty i sie zastanawiam czy was przypadkiem nie zatrudnili zeby zniechecic rodakow do przyjazdu do AU...Polak zostanie Polakiem nawet na drugim koncu swiata. Sposob, w jaki wypowiadacie sie o rodakach jest godny pozalowania. Nie znacie osob, a piszecie bzdury-czemu czepiacie sie magistrow?bo sami nie macie?! tak to wyglada. Zamiast zalowac,ze rodacy z tytulem nie maja normalnej pracy to ich obrzucacie łajnem! Jak skonczycie 5 lat studiow to pogadamy. Polscy Austalopiteki. Żałośni jesteście. Mam nadzieje,ze nie spotkam tu zadnego Polaczka!!!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: N sie 16, 2009 11:25 pm 
Krowa, popatrz... oni wiedza lepiej. :lol: Jezdzimy starymi 15 letnimi samochodami, mamy niewiele wiecej, dostalismy swoje prace po 3 latach po wyslaniu kilkaset Resume i w ogole zyjemy w jakims urojeniu, ze nam tu jest dobrze. :lol: No i przeszlismy w ogole przez brainwashing. :lol: No i nie mowilem, ze polscy magistrzy wszystko wiedza lepiej? I jak mozna bylo w Polsce cokolwiek miec, skoro ja wyjechalem w wieku 25 lat - polski rynek pracy zniechecil mnie do siebie w ciagu roku i choc na pewno jakos by sie dalo, to po prostu nie bylo warto. Tutaj posiedzialem najpierw na wizie studenckiej, popracowalem sobie w supermarkecie, krotko pozniej podlapalem pierwsza prace przy sprzedazy, potem jako telemarketer i zdobywalem sobie spokojnie doswiadczenie. Gdy dostalem rezydenta, mozna bylo szukac bardziej serio. Poki bylem na wizie studenckiej (a bylo to mniej wiecej 2 i pol roku), nie bylo sensu sie za to brac, bo i tak bym takowej nie dostal.

A moja zona - tak faktycznie, jeden dzien chodzi pracowac za darmo do przedszkola, bo sami wyszlismy do tego przedszkola z taka propozycja. Oprocz tego ma normalna platna prace, tyle ze dla innego Chinczyka, a ona chce pracowac w normalnym miejscu (Chinczycy nie oplacaja podatkow ani superannuation, placa cash to hand). Problem w tym, ze chce sie przekwalifikowac i sprobowac swoich umiejetnosci, zanim pozbedzie sie tej obecnej. Do traineeship z kolei nie moze przystapic, poniewaz nie ma jeszcze wizy rezydenckiej. Zreszta chcemy na razie by zobaczyla, z czym ma problemy, a z czym jest ok i jakby co, lepiej to doszkolic bezstresowo na wolontariacie zanim sie wejdzie w traineeship. Rozwiazanie zatem jak najbardziej normalne i dla nas bardzo wygodne.

Cytuj:
pojezdzij po swiecie, dobrze jakbys mogl pomieszkac dluzej w jakims kraju, to bys zobaczyl mozliwosci kariery, awansu


Problem w tym, ze ja nigdzie nie musze jezdzic, bo tutaj wlasnie takie mozliwosci mam i wlasnie obecnie jestem przygotowywany do awansu. Malo tego - byloby glupota, abym sie stad przenosil, bo jestem specjalista od TUTEJSZEGO rynku i od TUTAJ sprzedawanych produktow i znam TUTEJSZYCH klientow. I choc firma, ktorej to sa produkty, jest miedzynarodowa korporacja (nie pracuje dla nich, lecz dla mniejszej firmy, ktora pracuje z nimi), to na kazdym rynku zachowuje sie minimalnie inaczej, a i rynek zachowuje sie inaczej. Zreszta, jest jeszcze takie cos, jak wyrobione kontakty, referencje, ludzie na rynku mnie juz znaja, wiec jesli trzeba bedzie szukac innej pracy, czy tez bede mial zwyczajnie na to ochote, to bedzie latwiej. To jest wlasnie cos, czego ludzie tacy jak Mewa nie moga pojac - dlaczego tak bardzo istotne, aby miec doswiadczenie i aby miec referencje. Zgadza sie - Australia jest gorzej rozwinieta niz wiekszosc krajow Zachodniej Europy czy USA, co jest czyms oczywistym, biorac pod uwage, ze jako kraj ma raptem sto lat. Ale jest tu jedna rzecz, ktora czyni ten kraj lepszy od tamtych - swiety spokoj. Tam jest duzo wieksza gonitwa, presja, tutaj jest to znacznie mniejsze.

Stales sie z kierownika technikiem... Piszesz, ze tak dobrze ci bylo w Niemczech, to po co w ogole wyjechales? Jak dla mnie logiczne jest, ze nowy kraj to nowe zasady i na rynku jestes praktycznie biala karta. Nic dziwnego, ze nie mozesz pracy znalezc. Na Resume mozna sobie wpisac doswiadczenie z roznych krajow, ale nijak nie mozna sprawdzic jego prawdziwosci. Aussies sa przyzwyczajeni, ze emigranci rozne tu sobie rzeczy wpisuja - nieistniejace firmy, nieistniejacych pracodawcow. Tutaj znaja sposoby na rozpoznanie czy ktos pracowal w danej firmie - ot chociazby payslips. Znaja sie rowniez na rynku, wiec wiedza, czy referent jest prawdziwy czy wymyslony.


Góra
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL