Image Map
Teraz jest So sie 15, 2020 12:30 pm

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 174 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: N sie 29, 2010 3:33 pm 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): N kwi 20, 2008 4:17 pm
Posty: 452
Lokalizacja: Perth
Wroce jeszcze do cen biletow, istotnie znalazlem nieco tansze, o 100 euro (przez przeoczenie nie napisalem ze na 2 osoby) ale tak czy inaczej jezeli by mozna bylo tak wyceniac to godzina lotu wychodzi 100 euro:)))))) jakby sie nie patrzyc drozej niz z Perth do krakowa:)))))). Zwykle lecac do Polski wybieram dobre linie. Return bilet kosztuje ze wszystkimi taxami w granicach $2200. Lot, niezaleznie jaka trasa(oczywiscie omijajac stany:)))) trwa plus minus 19 godzin w jedna strone. Jakbys nie liczyl to cena godziny lotu wychodzi raptem =/- $60. I to sa singapurskie, malezyjskie czy emiraty, normalne linie, zadne tanie- czy to jest drogo?:))))))))
Inna sprawa ze tyle godzin to po prostu nuda


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 12:31 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
Cytuj:
Przed 2004 to te linie dopiero sie rozwijaly i ceny nie byly dosc kokurencyjne. ja w latach 2005-2007 nalatalem sie dosyc i mozna bylo kupic bilet za kilkadziesiat funtow w obie strony na weeend. najdrozszy jaki zaplacilem to Wielkanoc w Rzymie 2007 130 funtow, a takie do Hiszpani kupowany na kilka dni naprzod i to na weekend + czasami poniedzialek Bank Holiday to kupowalem za 70 funtow. Z hiszpanskich lotnisk ze zdziwieniem wyczytywalem miejscowosci docelowe w UK to nawet male miesciny jak Doncaster czy Londonderry mialy polaczenia lotnicze z hiszpanskimi miejscami wypoczynku i zwiedzania.

Fakt, konkurencja robi swoje ;-). Ja na dodatek patrze z perspektywy rodziny i dla nas koszt przelotu i noclegu trzeba zawsze pomnozyc razy 4. Ech, trzeba dzieci do roboty wyslac :-).

Cytuj:
Z azjatyckich miast byłem niestety tylko w Tokyo i Kuala Lumpur. W Tokyo zdziwiło mnie to że mimo iż metropolitan area ma 34mln ludzi to oprócz stacji metra/kolejowych oraz dystryktów jak Shibuya, Shinjuku i innych najbardziej turystycznych/rozrywkowych miejsc - jest na prawdę spokojnie i nie czuje się hałasu. Nawet w centrum miasta. Czasami wręcz czułem się osamotniony. Nie wiem czy ktoś z Was też był w Tokyo i miał podobne odczucia.

Ja bylam w Tokyo ... 6 tygodni temu. Osamotnienia nie czulam w ogole, raczej wrecz przeciwnie ;-). Tam jest jednak ogrom ludzi, a miasto to moloch. Wjechalismy na jeden z obserwacyjnych tarasow, w nadzieji, ze uda nam sie dojrzec gore Fuji (na ogol o tej porze roku jest we mgle). Wrazenie jest niesamowite, bo to miasto ciagnie sie po horyzont. Na dodatek jest to zabudowa mieszana, wiezowce i niskie mieszkalne budynki.
Poza tym w Tokyo toczy sie jakby drugie zycie pod powierzchnia. Wokol praiwe kazdej stacji rozciaga sie system tunelow z roznymi sklepami i tam tez ludzi jest zatrzesienie. Przy tym wszystkim japoncyczy sa bardzo grzeczni.
Nawet moje dzieci stwierdzily, ze oni tam dlatego sa tacy uprzejmi dla siebie, bo inaczej by sie chyba pozabijali.
Spokojniej i ciszej bylo jednie w okolicach domow mieszkalnych pod wieczor.
Tokyo jest poza tym niesamowiceie czyste. Nie ma tam w ogole koszy na smieci, a przez cztery dni ciaglego lazenia po ulicach widzielismy dwa (sic!) smiecie. Ale tam bym mieszkac nie mogla, bo mnie to miasto przydusza.

Z wielkich metropolii odwiedzilam tez Hong Kong. Bardzo mi sie tam podobalo. Co prawda bylo to niedlugo po epidemii SARS i podobno dlatego bylo tam tak czysto (odwiedzalam znajomych, ktorzy mieszkaja tam na stale, wiec mieli porownanie).
Turystycznie jest tam bardzo fajnie, ale nie wiem czy chcialbym tam mieszkac, bo standard zycia jest tam taki sobie. Moim znajomi wynajmuja mieszkanie 28m2 i to jest standard dla rodziny z dwojka, trojka dzieci. Pokoiki sa tak malutkie, ze lozko i regal sa tam wbydowane na stale i poza nimi jest tylko miejsce na krzeslo. Znajoma smieje sie, ze kontemplujac zakup jakiejs nowej rzeczy najpierw zastanawiaja sie co moga z mieszkania wyrzucic :-). Na dodatek ceny real estate sa bardzo wysokie, wiec pozeraja one wysokie zarobki i niskie podatki.

Jak juz tak rozmawiamy o roznych miastach, to ze stolic europejskich odwiedzilam jeszcze Rzym, Paryz i Madryt (o bylych demoludach nawet nie wspominam).
Nie pisze tego zeby sie przechwalac, tylko dlatego, zeby mi nie zarzucano, ze bylam tylko w Polsce i Australii ;-).
Moim zdaniem Rzym, Paryz i Madryt maja moim zdaniem dosc podobna zabudowe. Rzym i Paryz sa niestety dosc brudne. Paryz bym dla mnie atrakcja turystyczna, ale jakos nie przypadl mi do serca. Rzym za to mnie zauroczyl. Tam chyba moglabym mieszkac. Ale polnocne Wlochy, to bida z nedza niestety, ale zarcie maja wspaniale!!
W Madrycie bylam zbyt krotko i nie mialam specjalnie okazji "poczuc" tego miasta. Za to zwiedzilam troche poludniowa Hiszpanie i bardzo przypominala mi niektore okolice Victorii i NSW - klimat, krajobraz, rzadka zabudowa. Tylko wiecej plantacji oliwek :-). Miasta oczywiscie maja zupelnie innych charakter niz australijskie.

Chyba musze pojechac wreszcie do Niemiec - tam mnie jeszcze nie bylo ;-). Moi sasiedzi wlasnie sprzedali dom i tam wracaja na emeryture, to moze ich przy okazji odwiedze. No i jest jeszcze polwysep skandynawski :-).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 2:08 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
Loserek na 2 osoby zmienia raczej sprawe diametralnie i chyba nie zrozumailes o czym mowlismy, nie mowimy tu o lotach do europy z australii, ktorych w ogole nie przelicza sie na godziny, tylko na mile - loty dludystansowe rzadza sie innymi prawami jak rynek europejski.
Ale my mowilismy o cenach domestic flights w Australii, ktore w porownaniu do Europy sa po prostu mega drogie.
Ryanairem jak dobrze poszukasz i zabookujesz mozesz poleciec za doslownie jedno euro, choc ryanair to cattle class, ale jezeli lot nie trwa wiecej niz 2h idzie sie przemeczyc. Ale inne lepsze budzetowki bookowane na mniej wiecje 2 tyg przed nigdy nie kosztowaly mnie wiecej niz 50eur pp.


Cytuj:
Z wielkich metropolii odwiedzilam tez Hong Kong. Bardzo mi sie tam podobalo. Co prawda bylo to niedlugo po epidemii SARS i podobno dlatego bylo tam tak czysto (odwiedzalam znajomych, ktorzy mieszkaja tam na stale, wiec mieli porownanie).
Turystycznie jest tam bardzo fajnie, ale nie wiem czy chcialbym tam mieszkac, bo standard zycia jest tam taki sobie. Moim znajomi wynajmuja mieszkanie 28m2 i to jest standard dla rodziny z dwojka, trojka dzieci. Pokoiki sa tak malutkie, ze lozko i regal sa tam wbydowane na stale i poza nimi jest tylko miejsce na krzeslo. Znajoma smieje sie, ze kontemplujac zakup jakiejs nowej rzeczy najpierw zastanawiaja sie co moga z mieszkania wyrzucic . Na dodatek ceny real estate sa bardzo wysokie, wiec pozeraja one wysokie zarobki i niskie podatki.


Singapur jest sterylnie czysty caly rok, za smiecenie sa grzywny a jak to nie pomaga to prace spoleczne :-D Geylang jest bardziej "azjatycki" i autentyczny, ale Orchard to juz totalna sterylnosc.
Wysokie ceny nieruchomosci sa spowodowane zageszczeniem ludnosci oraz malej powierzchni, tylko ze w klitkach 28m2 w Singapurze mieszkaja hindusi i niekiedy chinczycy, ekspaci mieszkaja albo w porzadnych apartamentach, albo w domkach - ktorych jest malo i sa bardzo drogie.
Nie wiem wiec co robia twoi znajomi, w Singapurze bialych widzialem mieszkajacych tylko w lepszych dzielnicach, w dobrych apartamentach.
Zreszta nie mitologizujmy tez cen, wynajem dobrego apartamentu w Sydney nie jest wcale tanszy niz Hong-Kongu.


Cytuj:
Chyba musze pojechac wreszcie do Niemiec - tam mnie jeszcze nie bylo . Moi sasiedzi wlasnie sprzedali dom i tam wracaja na emeryture, to moze ich przy okazji odwiedze. No i jest jeszcze polwysep skandynawski .


Niemcy to kraj warty odwiedzenia, nawet wschodnie wioseczki sa zazwyczaj bardzo zadbane, nie ma takich cudow zeby droga przechodzila przez wioske, no i autobhany - przejedz sie i nie bedziesz chciala wyjechac na australijskie drogi ;-)
Pociagi jezdza z dokladnoscia sekundowa, a bilet wochenende pozwala podorozwac koleja regionalna za 25 euro na 5 osob przez cale Niemcy od piatku wieczor po poniedzialek ;-)
Ja zwiedzilem wiekszosc krajow Europejskich, Ameryke Poludniowa i Centralna, duza czesc Azji. I naprawde czuje ze jeszcze nic nie widzialem, wiec jak pisalem trzeba miec nielada tupet aby wyrokowac na "najlepszym kraju na swiecie", bez wzgledu czy tutaj sie komus podoba, czy nie - troszke dystansu i obiektywizmu...
Ignorancja jest jednak slodka, wtedy mozna placic pol banki za rozpadajaca sie chalupe i nie czuc sie orznietym ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 3:06 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
Cytuj:
Wysokie ceny nieruchomosci sa spowodowane zageszczeniem ludnosci oraz malej powierzchni, tylko ze w klitkach 28m2 w Singapurze mieszkaja hindusi i niekiedy chinczycy, ekspaci mieszkaja albo w porzadnych apartamentach, albo w domkach - ktorych jest malo i sa bardzo drogie.

Ja pisalam o Hong Kongu akurat. Tam prawie nie ma domkow ;-).
A tak poza tym moim znajomi to wykladowca na uniwersytecie i pani pracujaca w laboratorium chemicznym (doktorat). Ale Ci to nigdzie nie zarabiaja kokosow. I w takich mieszkaniach i troszke wiekszych naprawde mieszkaja ludzie w Hong Kongu.
Poza tym nie porownujmy zycia "zwyklych" ludzi do ekspatow, ktorym firma placi za mieszkanie, samochod i rozne wodotryski. To znaczy ja tak nie porownuje :-).

Cytuj:
Niemcy to kraj warty odwiedzenia, nawet wschodnie wioseczki sa zazwyczaj bardzo zadbane, nie ma takich cudow zeby droga przechodzila przez wioske, no i autobhany - przejedz sie i nie bedziesz chciala wyjechac na australijskie drogi ;-)

A nie, po autostradach, to ja jezdzilam, ale wylacznie tranzytem, dlatego tez nie za bardzo widzialam jakies miasta :-).

Ignorancja jest jednak slodka, wtedy mozna placic pol banki za rozpadajaca sie chalupe i nie czuc sie orznietym ;-)[/quote]
Wysokie ceny real estate sa napewno wada dla tych osoby, ktorzy jej nie posiadaja, natomiast stanowia zalete dla tych, ktorzy real estate maja :-).
Poza tym nie wszystkie domy sie rozpadaja. Moj na przyklad ma sie calkiem dobrze, he, he.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 3:30 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
Cytuj:
Ja pisalam o Hong Kongu akurat. Tam prawie nie ma domkow .
A tak poza tym moim znajomi to wykladowca na uniwersytecie i pani pracujaca w laboratorium chemicznym (doktorat). Ale Ci to nigdzie nie zarabiaja kokosow. I w takich mieszkaniach i troszke wiekszych naprawde mieszkaja ludzie w Hong Kongu.
Poza tym nie porownujmy zycia "zwyklych" ludzi do ekspatow, ktorym firma placi za mieszkanie, samochod i rozne wodotryski. To znaczy ja tak nie porownuje .


Wiem, ale ja pisalem o Sinagpurze bo znam go lepiej, a specyfika jest podobna ;-) Singapurze domki to tez rzadkosc, bardzo droga rzadkosc ;-)
Niestety pracownicy naukowi (chyba ze pracuja akurat nad jakas kolejna bronia) zazwyczaj sa cienko oplacani.
80% bialych mieszkajacych w Azji to wlasnie ekspaci, wiec ja jednak porownuje. HK - dziwne miejsce na doktorat ;-)


Cytuj:
Wysokie ceny real estate sa napewno wada dla tych osoby, ktorzy jej nie posiadaja, natomiast stanowia zalete dla tych, ktorzy real estate maja .


Po raz kolejny nalezy zaznaczyc dramatyczna roznica miedzy "posiadaniem domu", a "posiadaniem mortgage" wiekszosc ludzi w wieku 30 lat "posiada" jednak to drugie - a jak ceny sie zwala, tak bank zarzda dodatkowego zabezpieczenia i nagle z "posiadacza" robisz sie nedzarzem, a ceny wiecznie rosnac nie moga: vide usa, irlandia, hiszpania itd.
A jezeli kogos podniecaja inwestycje spekulacyjne mozna to rownie dobrze robic nic na swoim podworku, w czym lubuwali sie swego czasu brytyjczycy. Spekulanci robia w tym kraju krecia robote, ale co ja bede pisal, jeszcz jednego dnia zobaczycie ;-)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 6:54 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
banjanti napisał(a):
Po raz kolejny nalezy zaznaczyc dramatyczna roznica miedzy "posiadaniem domu", a "posiadaniem mortgage" wiekszosc ludzi w wieku 30 lat "posiada" jednak to drugie - a jak ceny sie zwala, tak bank zarzda dodatkowego zabezpieczenia i nagle z "posiadacza" robisz sie nedzarzem, a ceny wiecznie rosnac nie moga: vide usa, irlandia, hiszpania itd.

Oczywiscie, tyle ze jezeli kogos interesuje "posiadanie domu", a nie moze go kupic od reki, to od czegos jednak musi zaczac, czyli od jakiegos mortgage. Tak jak w przypadku kazdej inwestycji, kupno domu z mortgage nie jest pozbawione pewnego ryzyka. Ale jak wynajmujesz lokum (bo mieszkac gdziesz przeciez trzeba), to tez ryzykujesz tym, ze jak stracisz prace i nie bedziesz placil za wynajem, to dostajesz eviction notice i do widzenia. Na dodatek ten proces jest znacznie szybszy niz z w przypadku defaultowania na wlasnej mortgage, bo warunki splat pozyczki mozesz negocjowac z bankiem.
Nie wszyscy oczywiscie chca miec dom i sa tacy co wola wynajmowac, ale to tez nie dzieje sie za darmo.

Ceny real estate faktycznie nie rosna ciagle, ale rosna w cyklach i wypadkowa ich jest jednak rosnaca. Dlatego inwestycja w dom, to inwestycja dlugoterminowa. Jezeli nie zadluzasz sie po kokardy, to czas kryzysu jest latwiej przetrwac. Mortgage default i resposessions nie zdarzaja sie tak znowu czest, nawet w czasie tutejszych kryzysow.

Cytuj:
A jezeli kogos podniecaja inwestycje spekulacyjne mozna to rownie dobrze robic nic na swoim podworku, w czym lubuwali sie swego czasu brytyjczycy. Spekulanci robia w tym kraju krecia robote, ale co ja bede pisal, jeszcz jednego dnia zobaczycie.

Nie rozumiem pierwszego zdania :-).
A mozesz przyblizyc o co dokladnie Ci chodzi w tym spekulowaniu i kreciej robocie? I co przewidujesz?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 8:48 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
Cytuj:
Nie rozumiem pierwszego zdania .
A mozesz przyblizyc o co dokladnie Ci chodzi w tym spekulowaniu i kreciej robocie? I co przewidujesz?


Modne w uk bylo inwestowanie w rozne nieruchomsci w Hiszpanii, w Turcji czy chocby w Malezji, a pewneczgo czasu w IRL Polske uwazana za inwestycyjne eldorado i ludzie serio wierzyli ze nieruchomosci za 10 lat w Warszawie beda warte tyle co w Dublinie (nie mowiac juz o tym, ze nastapic 40% korekta w dol nieruchomosci irlandzkich nawet im sie nie przysnilo)
Wiec inwestowali - problem ze spekulacja jest taki, ze ldzie nie kupuja tych domow aby w nich mieszkac, kupuja aby je sprzedac - ta zgubilo wlasnie rynek w USA, bo gdy nieruchomosci zaczely leciec w dol kazdy chcial sie pozbyc tej nadwyzki nierentownych nieruchomosci, a nikt nie chcial ich kupiac - tak "milionerzy" zostawali nedzarzami
A dlaczego lepiej takie gierki uprawiac na cudzym podwoku? Bo nie kazdy kupuje dom w celach spekulacyjnych, nitkorzy chcieli by po prostu miec gdzie mieszkac, a to tworzy niezdrowa sytuacje, gdzie ludzie wybieraja odlegle dzielnice tylko dlatego ze nie stac ich na inne, to tworzy problemy komunikacyjne, getta itd. Australii jeszcze troche brakuje do powaznych problemow z tym zwiaznych, ale nastapia one predzej czy pozniej.
Gdyby cos "przewidywal" to bym siedzial cicho i wykonywal ruchy na gieldzie, ja po prostu wiem ze to poleci - nie wiem kiedy, moze za 5 lat, moze za 10, a moze jeszcze 50 dopoki chinczycy beda kupowac zloza bedzie nastepowal wzrost nieruchomosci (choc w to ostatnie watpie, bo sila nabywcza musi rosnac proporcjonalnie, zeby kogokolwiek bylo stac na kolejna nieruchomosci, a nie wyobrazam sobie sytuacji ze za 5 lat srednia zarobkow to bedzie 300k pa).
Problem z tym polega ze nigdy nie wiesz kiedy nastapi zalamanie rynku (niektorzy wiedza, lub czuja i robia na tym kroci, ale to nieliczny odsetek) - ale z odplywem spekulantow, pojdzie z torbami kupe normalnych ludzi ktorzy dom kupili zeby w nim po prostu mieszkac.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 9:03 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
PS. Glowna roznica miedzy rent a mortgage poleca na tym, ze wynajmujac mozesz mieszkac praktycznie w kazdej dzielnicy, jezeli tylko stac cie na placenie czynszu - kwestia zdolnosci kredytowac cie nie interesuja, wiec nie jest problemem wynajac unit taki jak ja teraz wynajmuje za 650pw, problemem jest dostanie banki czy po ile on tam teraz chodzi mortgage jezeli nie ma sie zabezpiecznia.
Nawet jezeli by sie go dostalo, to sprawa jest sliska i mozna sie na tym wylozyc - natomiast jak konczyczy sie rental agreement - koncza sie twoje zobowiazania. Pewnie komus kto ma dzieci itd. taka elastycznosc duzo nie daje, mi ratuje resztki poczytalnosci ;-) Swiadomosc ze w kazdej chwilii moge powiedziec: fuck this jest bezcenna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 9:18 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 6:38 am
Posty: 492
Lokalizacja: Melbourne
Ale spekulacja zawsze byla, jest i bedzie wysoce ryzykowna. Jezeli ktos nie dopuszcza do siebie swiadomosci ryzyka, slucha falszywych prorokow, albo po prostu nie mysli, to faktycznie budzi sie z reka w nocniku. I ja wiem, ze wielu ludzi sie na tym przejechalo, ale Ci konserwatywni i nie nastawieni na spekulacje pewnie mniej :-).

Ja moge na temat real estate dyskutowac, tym bardziej, ze mnie ten temat dosc interesuje. Nie wiem tylko, czy nie przydalby sie jakis inny watek bo z Aus vs USA nie ma to juz wiele wspolnego. Tym bardziej, ze ja moge dyskutowac jedynie na temat mechanizmow w Aus, a konkretnie w Victorii.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 10:05 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): So sty 31, 2004 9:22 pm
Posty: 962
[quote]Singapur jest sterylnie czysty caly rok[/quote]

To mit - przejdz sie troszke w bok od Sim Lim Plaza - a zobaczysz ze tez jest brud. Singapur jest czystszy niz wiele miejsc ale nie powiedzialbym ze jest sterylnie czysty. Chyba ze jedyne co ogladales to lotnisko.

Niech ktos zalozy watek o real estate. [/quote]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 11:32 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
Krowa - najpierw mi docinasz, pozniej mowisz ze nie bedziesz wiecej ze mna rozmawial, a jeszcze pozniej odpowiadasz jak normalny czlowiek, jakby nic sie nie stalo - zdecyduj sie chlopie ;-)
Znowu czytasz wybiorczo, napisalem ze Orchard jest sterylne, a Geylang juz nie - ale ogolnie caly Sin jest po prostu badzo czysty, a kary za smiecenie sa darkonskie, nie chodzi o kase, ale ze karza ci za kare zamiatac ulice (wyrok sadowy) co dla azjatow przy okazji jest upokarzajace ;-)
Jednak konstukcja miasta z zielenia na kazdym kroku, brakiem korkow (rowniez rozwiazane legislacyjnie) jest po prostu mily dla oka, brudu w Singapurze poza kilkoma dzielnicami nie znajdziesz.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 11:33 am 
RED KANGAROO - staly bywalec

Dołączył(a): Śr wrz 16, 2009 7:58 pm
Posty: 456
Lokalizacja: far away from orwell 1984...far away from australia
Co to real estates zalozylem watek w "inwestycjach" jakis czas temu, mozemy tam sie przeniesc, albo ktos moze zalozyc nowy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Pn sie 30, 2010 1:33 pm 
GRAY KANGAROO - czesto TU zaglada

Dołączył(a): Śr sie 27, 2008 6:56 pm
Posty: 69
Lokalizacja: Dublin/Poznan
To moze niech ktos kto sie czuje na silach podsumuje tutaj pros & cons dla USA i dla Australii.
Ja nie mam prawa do tego bo za mało znam Stany, a Australii nie znam w ogole osobiscie. Jedynie z mailowania, tudziez tego forum.
:)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lis 18, 2010 11:44 am 
KOALA - sprawdza czy mu smakuje

Dołączył(a): Cz lis 18, 2010 1:50 am
Posty: 8
Witam, jestem tutaj nowym użytownikiem i mam pytanie. Aktualnie jestem studentem Politechniki Łódzkiej na kierunku Logistyka. Mam marzenie i w sumie postanowienie że po zakończeniu studiów (chyba że pod koniec studiów wyjadę do Australii na magisterskie), wyjechać z Polski i godnie żyć. Jestem mocno zaskoczony, gdyż słyszałem bardzo dużo od znajomych że człowiek po dobrych studiach w Australii potrafi się bardzo szybko odnaleźć, znaleźć dobrą pracę i nie martwić się o pieniądze. Natomiast większość mówiąc o USA mówi że dobre pieniądze tam to już przeszłość no i że na jedno stanowisko jest dużo więcej kandydatów.

I tutaj rodzi się pytanie, czy naprawdę tak ciężko znaleźć pracę i dobrze prosperować w Australii? Przyznam że ta opcja dużo bardziej mi się podoba niż USA (W zeszłym roku poznałem sporo Australijczyków - na wyjezdzie w Azji - i zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie). Przy okazji moja parterka akutalnie studiuję budownictwo i wiem że w Australii przyjmują polskie uprawnienie (W USA trzeba robić specjalne na warunki Amerykańskie)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: Cz lis 18, 2010 11:46 am 
KOALA - sprawdza czy mu smakuje

Dołączył(a): Cz lis 18, 2010 1:50 am
Posty: 8
Witam, jestem tutaj nowym użytownikiem i mam pytanie. Aktualnie jestem studentem Politechniki Łódzkiej na kierunku Logistyka. Mam marzenie i w sumie postanowienie że po zakończeniu studiów (chyba że pod koniec studiów wyjadę do Australii na magisterskie), wyjechać z Polski i godnie żyć. Jestem mocno zaskoczony, gdyż słyszałem bardzo dużo od znajomych że człowiek po dobrych studiach w Australii potrafi się bardzo szybko odnaleźć, znaleźć dobrą pracę i nie martwić się o pieniądze. Natomiast większość mówiąc o USA mówi że dobre pieniądze tam to już przeszłość no i że na jedno stanowisko jest dużo więcej kandydatów.

I tutaj rodzi się pytanie, czy naprawdę tak ciężko znaleźć pracę i dobrze prosperować w Australii? Przyznam że ta opcja dużo bardziej mi się podoba niż USA (W zeszłym roku poznałem sporo Australijczyków - na wyjezdzie w Azji - i zrobili na mnie bardzo pozytywne wrażenie). Przy okazji moja parterka akutalnie studiuję budownictwo i wiem że w Australii przyjmują polskie uprawnienie (W USA trzeba robić specjalne na warunki Amerykańskie)


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 174 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL