Strona powstala 27.08.2001

 

Strona Główna

Kontakt

O stronie

Szukaj: wedlug slow kluczowych - wedlug pytan

AustraLink.pl


Image Map

 

Milena, autorka tej korespondencji, szkole srednia moze juz sobie tylko powspominac.

Pod koniec 2003 zdala egzaminy maturalne ze wspanialym wynikiem - plasujac sie w 1% najlepszych rezultatow w calym stanie Australia Poludniowa.

Niebawem rozpoczyna studia na jednym z prestizowych australijskich uniwersytetow.

SZKOLY SREDNIE I PODSTAWOWE - czesc II


Moje szkolne losy - Milena

<< zajrzyj do czesci I


 


Moje szkolne losy

To co mnie najbardziej przerażało przed wyjazdem do Australii, to... szkoła! O systemie edukacji wiedziałam niewiele, ale słyszałam co nieco o niskim poziomie szkół na antypodach. Szkolnictwo w Australii krytykuje większość Polaków, szczególnie tych, którzy przyjechali tu w latach 80. Oni ciągle porównują szkołę polską z ich czasów do tutejszych szkół podstawowych i średnich. I zawsze im wychodzi, że w Polsce jest lepiej, mądrzej, trudniej...

Fakt. Polscy uczniowie zakuwają bardziej szczegółowo. Na przykład nazwy wszystkich mięśni żaby albo innego płaza. Albo tak jak ja kułam na lekcję biologii: "Nereida ma ciało podzielone na homonomiczne monomery z ściśle zaznaczoną tendencją do cefalizacji..."

Międzynarodowe badania umiejętności 15-letnich uczniów przeprowadzane przez organizację OECD (Organisation for Economic Co-operation and Development) zdają się nie potwierdzać zarzutów o to, że australijski system edukacji, w przeciwieństwie do polskiego, wypuszcza w świat półanalfabetów. W roku 2000 Polacy uzyskali średnio 479 punktów za czytanie ze zrozumieniem, 470 za "myślenie matematyczne" i 483 za "myślenie naukowe" - grubo poniżej przeciętnej wszystkich krajów biorących udział w badaniach! Australijczycy uzyskali kolejno 530, 533 i 528 punktów, co usytułowało ich w światowej czołówce. Wyprzedzili oni również Amerykanów, Niemców i Brytyjczyków.

Te międzynarodowe badania, rzecz jasna, nie sprawdzały ilości wiedzy jaką 15-latki zdołały przyswoić w czasie pobytu w szkole, ale uniwersalne umiejętności, potrzebne aby funkcjonować w dzisiejszym świecie. Australijska szkoła bardzo duży nacisk kładzie na uczenie właśnie tego! System szkolnictwa jest tu po prostu INNY.

Do Australii przyjechałam w 2001 roku, dwa tygodnie po tym, jak zaczęłam 3 klasę LO (starego, jeszcze 4-letniego LO), a więc praktycznie na australijskie wakacje.

Jeden term (ok 10 tygodni) spędziłam w Adelaide Secondary School of English. To ta szkoła dla emigrantów, o której pisze Stan.
Pod koniec stycznia następnego roku zaczęłam 11 klasę w państwowej szkole średniej w jednej z dzielnic Adelajdy.

Praktycznie i użytecznie
Australijskie programy nauczania w dwóch ostatnich latach nauki (11 i 12 klasa) są tak skonstruowane, żeby były przede wszystkim praktyczne i użyteczne.
Miałam do wyboru ponad 40 przedmiotów. Musiałam wybrać sześć na semestr: typowo akademickie uznawane przez uniwersytety, albo bardziej praktyczne, przygotowujące do wyższej szkoły zawodowej.

Moje zdziwienia
Wciąż mam w pamięci polską szkołę. Może dlatego na każdym kroku porównuję ją z australijską. To, co mnie zaskoczyło już na początku to:

  • Nauczyciel to bardzo wysoko ceniony tu zawód, cieszący się olbrzymim zaufaniem społecznym! Dobrze opłacany. Bardzo trudno dostać się na studia nauczycielskie. Ale też oni nie stoją przed klasą i nie dyktują na lekcji Vademecum Maturzysty czy podręcznika.

  • Nie zakuwałam olbrzymiej ilości faktów, ale nauczyciel historii (na przykład) tak prowadził lekcję, abym zrozumiała mechanizmy rządzące dziejami. I na historii i na fizyce (dosłownie na wszystkich przedmiotach!) pisałam eseje, w których musiałam wykazać się zrozumieniem tematu. Musiałam samodzielnie znaleźć informacje w rozmaitych źródłach wiedzy. Ale samo opisanie czegoś nigdy nie wystarczało. Pytania wymagały porównywania, analizowania i, przede wszytkim, logicznego, spójnego argumentowania i przekonywania do swojej opinii. Na każdym kroku pisania czuwał nade mną nauczyciel i dawał kolejne wskazówki. Nie było mowy o ściąganiu gotowców z internetu czy książek!

  • W australijskiej szkole średniej zwracają uwagę na praktyczne zastosowanie chemii, fizyki, biologii. Na lekcjach uczyli mnie więc jakie prawa fizyki decydują o bezpieczeństwie na drogach, jak działa ksero, drukarka czy telewizor.

  • Początkowo najwięcej kłopotów sprawiały mi chemiczne doświadczenia. Nigdy wcześniej ich nie robiłam, bo w polskiej szkole laboratoryjne doświadczenia należą do rzadkości. Tutaj szkoły są bogatsze, laboratoria wyposażone jak należy i praktyczne ćwiczenia są podstawą nauki. Samodzielne projektowanie doświadczeń, w celu zbadania jakiejś tezy, ćwiczą tu już od podstawówki i jest obowiązkową częścią matury.

  • Matematyka? Do wyboru i koloru! Albo wybierasz równania różniczkowe, pochodne funkcji trygonometrycznych, macierze i wektory 3D, albo uczysz się o inwestycjach, pożyczkach i biznesie. Na maturze obowiązkowe jest użycie kalkulatora graficznego.


Co dla najlepszych?
W Australii najlepszy uczeń to taki, który wybiera matematykę, fizykę czy chemię. To dla takich organizuje się konkursy, olimpiady i szuka innych możliwości poszerzenia ich wiedzy. Nie słyszałam natomiast o żadnym konkursie historycznym. Absolwenci nauk społecznych (w ogóle humanistycznych) mają największe trudności ze znalezieniem pracy. Moim zdaniem humanistów mało tu cenią. Moja szkoła zorganizowała "klasę" i zatrudniła nauczyciela dla pięciu chemików. Dla dziewięciu kandydatów na geografię nie było to możliwe.

Języki obce to, nie tylko moim zdaniem, ale również zdaniem wielu nauczycieli, najbardziej sponiewierana dziedzina wiedzy. Teoretycznie języki są obowiązkowe przez całą podstawówkę, ale tylko przez pierwszy rok lub dwa lata szkoły średniej. Australijczycy raczej niechętnie (szczególnie w porównaniu do Polaków) uczą się języków. Z jednej strony chwalą się, że i tak jest lepiej niż np w USA, ponieważ ok 15% uczniów kontynuuje język w klasie maturalnej, w porównaniu do ok 2% w Stanach, ale podejrzewam, że to tylko dlatego, że tu na maturze można zdawać języki etniczne. W końcu ja też zdawałam język polski, czyli język obcy, i zostałam pewnie ujęta w tych statystykach. Jedynie uniwersytet adelajdzki próbuje zachęcić potencjalnych studentów do zdawania języka obcego na maturze, dokładając za to dwa bonusowe punkty. Gdy pytałam niektórych kolegów w szkole dlaczego zaprzestali tej nauki (w mojej szkole dostępny jest tylko japoński), odpowiadali, że było to "zbyt trudne". Faktem jest, że nauczenie się japońskiego jest dla Australijczyka trudniejsze, niż nauczenie się niemieckiego, choćby z powodu alfabetu, na którego opanowanie potrzeba sporo czasu. Ale nawet jak będą uczyć się niemieckiego, jest spora szansa, że nigdy do Niemiec nie pojadą, bo daleko i drogo. Dlatego nauka języków obcych jest często tu widziana jako "sztuka dla sztuki", a nie konieczność, tak jak w Europie.

Oceny
To chyba najczęstsza przyczyna stresów szkolnych, dlatego spodobała mi się powaga, z jaką nauczyciele w Australii podchodzą do oceniania pracy ucznia. Zauważyłam, że bardzo starają się być sprawiedliwi i traktować wszystkich równo.

  • Nie ma mowy, żeby nauczyciel się na ciebie uwziął! Na przykład w maturalnej klasie wszystkie moje pisemne wypracowania z języka angielskiego oceniane były także przez specjalną instytucję rządową. Nawet wypowiedzi ustne na lekcji były nagrywane na kasety i tam wysyłane do oceny! Nauczycielka "modliła się", żeby nie mieli zastrzeżeń do jej stopni. Przy dużych różnicach miałaby kłopoty.

  • W Australii nie ma czegoś takiego jak "odpowiedź ustna", ale istnieją, często znienawidzone przez uczniów, ustne prezentacje. Chodzi o to, żeby w domu przygotować przemówienie na zadany temat, a następnie wygłosić je przed klasą. Oceniane jest nie tylko to, co się mówi, ale również jak się mówi. Nauczyciele zwracają uwagę na mowę ciała (czy uczeń utrzymywał kontakt wzrokowy z widownią, czy patrzył tylko na czubek własnych butów). Nie można tekstu po prostu przeczytać z kartki, należy przygotować małe kartoniki z głównymi punktami i mówić z pamięci, lub podeprzeć się prezentacją komputerową w Power Point. Ocena może być obniżona za mówienie za szybko lub za wolno, zbyt cicho lub zbyt głośno, lub niewyraźnie.

  • Więcej pisze się tu esejów, wypracowań, opracowań. Sprawdziany oczywiście też istnieją, ale bardzo rzadko przybierają one formę testów z kilkoma odpowiedziami do wyboru. Ja zawsze miałam pytania otwarte, co było dla mnie zaskoczeniem (chyba za dużo naoglądałam się filmów amerykańskich i myślałam, że tu będzie tak samo). Do tego na koniec każdego semestru są egzaminy obejmujące cały materiał.

  • Oceny wystawiane są cztery razy do roku i nie ma tu wielkiego zamieszania związanego z tym procederem. Nie jest tak, że nauczyciel musi najpierw, na kilka tygodni przed końcem semestru, powiedzieć każdemu co mu "wychodzi na koniec", a potem dać szansę na poprawę. W ogóle nie ma poprawiania ocen, ani ze sprawdzianów (nawet jak się obleje), ani poprawiania na wyższą ocenę czegokolwiek! Ostatnią szansą, jak się coś komuś "waha", jest właśnie końcowy egzamin. W sumie należy powiedzieć, że liczy się przede wszystkim systematyczna praca przez cały czas nauki!

  • Nauczyciele w ogóle nie muszą mówić uczniom co "dostaną" na koniec. Po prostu pewnego dnia rodzice przychodzą do szkoły na konsultacje i odbierają raport. Jeśli tego nie zrobią, uczeń dostanie go w ostatnim dniu każdego termu i wtedy dowie się jakie ma oceny. Każdy stopień jest uzasadniony w kilku zdaniach (taka ocena opisowa).

  • Na koniec 12 klasy - matura z pięciu przedmiotów - sprawdzana oczywiście poza szkołą. Rolą szkoły jest zapakowanie mojej pracy do koperty i wysłanie gdzie trzeba. I znów... Ocena maturalna jest porównywana z całoroczną oceną mojej pracy wystawioną przez nauczyciela. Lepiej dla niego, żeby się zbytnio nie różniła!

  • Australijska matura jest uznawana za granicą, przez amerykańskie, europejskie i azjatyckie uczelnie, takie jak Tokyo, Kyoto, Cambridge, Oxford, Princeton, France University of Paris (słynna Sorbona) jak również wszystkie uniwersytety w Niemczech, (patrz www.sam.sa.edu.au)

Więcej informacji na temat SACE (syllabusy, programy nauczania, egzaminy z poprzednich lat itp.) można znaleźć na stronie SSABSA.

O tym się nie mówi...

  • W tym kraju jest kilka tematów, o których się raczej nie mówi. Pytania są uznawane za przejaw braku kultury i wścibstwa: o zarobki i wyznawaną religię. Jeśli zapytasz kolegę o jego ocenę, też się nie zdziw, gdy ci nie odpowie. Stopnie to wyłącznie sprawa między tobą i nauczycielem. Dochodzi nawet do tego, że musisz wyrazić zgodę na to, by stanąć przed tablicą i rozwiązać zadanie! Uważa się bowiem, że reszcie klasy nic do twojego stanu wiedzy.

... a tego nie robi
 

  • Ściąganie uznawane jest za przejaw nieuczciwości. W tym kraju nieuczciwość jest naprawdę źle widziana i praktycznie nie istnieje. Czy wyobrażacie sobie jak ja to przeżyłam?! Nauczyciel wyszedł z klasy podczas sprawdzianu i... nikt się nawet nie poruszył! Każdy rozwiązywał swoje zadanie! Ściągi nie fruwały! Nikt sobie nie podpowiadał!

  • Przepisywanie zadań domowych czy podpowiadanie sobie jest źle widziane przez wszystkich. Jeśli się czegoś nie umie, należy poprosić o pomoc nauczyciela. On nawet to lubi i naprawdę chętnie wyjaśni!


Uczeń - nauczyciel
Przed przyjazdem do Australii, słyszałam wiele opinii, że australijska szkoła jest "luźna", i brakuje w niej tego, co mój informator nazwał "dyscypliną".

  • Rzeczywiście australijska szkoła jest "luźniejsza". Nikt tu na przykład nie słyszał, o praktykowanym jeszcze gdzieniegdzie w Polsce (np. w moim byłym ogólniaku), zwyczaju wstawania z krzeseł, gdy do klasy wchodzi ktoś dorosły.

  • Relacje na linii uczeń - nauczyciel są bardziej partnerskie i oparte na zdrowym rozsądku i zwykłej ludzkiej kulturze, niż na jakimś szczegółowym spisie "praw ucznia".

  • Trochę inaczej jest tu interpretowane, zapisane w międzynarodowej konwencji praw dziecka, "prawo do nauki". W Australii można wyrzucić ucznia z klasy lub go "zawiesić w prawach ucznia" i nikt nie narzeka, że to zamach na tę konwencję (lub na konstytucję). Nauczyciele nie cackają się z niesfornymi uczniami i w każdej szkole jest jasno określone co należy z takimi zrobić, krok po kroku. Pod tym względem żadnego luzu nie ma. I dlatego, pomimo braku oceny z zachowania, w przeciętnej australijskiej szkole na lekcjach jest spokój.

  • Praktycznie w każdej szkole obowiązują mundurki. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak te mundurki wyglądają, może zobaczyć zdjęcia np. Underdale High, Modbury High lub Norwood-Morialta.


Pierwsza pomoc
Na koniec jeszcze kilka słów o tym, z jakiego rodzaju pomocą spotkałam się po przyjściu do nowej szkoły w Australii. Pierwszą osobą, która przyjęła mnie i moich rodziców była pani od ESL (angielskiego jako drugiego języka). To ona sprawowała nad wszystkimi imigrantami i międzynarodowymi uczniami w szkole prawie matczyną opiekę. ESL był oczywiście osobnym przedmiotem, ale jej rola nie ograniczała się tylko do uczenia języka angielskiego. Jak się później dowiedziałam, już po pierwszym tygodniu nauki rozmawiała na mój temat ze wszystkimi innymi nauczycielami, dopytując ich jak sobie radzę i czy nie potrzebuję w czymś pomocy. Jej zadaniem było również uzupełnianie wiedzy, np. z historii Australii, o której imigranci mają blade pojęcie lub wyjaśnianie australijskiej kultury i sposóbu życia. Dzięki temu łatwiej mi było dostosować się do życia w Australii i zrozumieć jej mieszkańców. Nauczycielka była niezwykle cierpliwa i wyrozumiała. Wspierała nas nie tylko w nauce, ale również psychicznie i duchowo, co często w przypadku imigrantów ma kolosalne znaczenie.

Mój nauczyciel historii zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Za każdym razem, gdy w wypracowaniu popełniłam jakiś błąd (ortograficzny, gramatyczny, czy leksykalny), siadał obok mnie i szczegółowo wyjaśniał na czym ten błąd polega.

Inny nauczyciel od "Wiedzy o Australii" (Australian Studies) również nigdy nie zostawił mnie na pastwę losu. O Australii, o jej społecznych problemach i historii miałam, rzecz jasna, blade pojęcie. Ale nauczyciel zawsze znalazł czas, żeby mi pomóc. On również na pierwszej lekcji podszedł do mnie, wypytał skąd jestem i powiedział z szerokim uśmiechem: "Welcome to Australia".

Ze strony kolegów i koleżanek nigdy nie spotkałam się ze złym słowem czy krzywym spojrzeniem. Miłe przyjęcie i pomoc ze wszystkich stron nastawiło mnie pozytywnie do Australii już od samego początku.

Milena
 

styczen 2004

powrot do gory

 
 

 

 
 

powrot do gory